Inwestujemy w przyszłość

Wszystko o finansach.

Informacje biznesowo - ekonomiczne Inwestowanie legendy biznesu strategie inwestowania

Jakie są najbardziej znane przykłady baniek spekulacyjnych?

Jeśli przejrzymy media związane z inwestowaniem na giełdzie czy w towary, można na pewno odnieść wrażenie, że eksperci spędzają sporo czasu rozważając, co jest bańką, a co nie, i do czego można porównać wszelakie waluty, towary czy akcje, które w ostatnim czasie szybko rosną na wartości i zwracają uwagę świata. Śledzenie słynnych baniek na pewno wydaje się polecane jako metoda na lepsze poznanie prawideł rządzących ludzkością, a co za tym idzie – ekonomią. Pierwszym przykładem, chronologicznie patrząc, bardzo często jest tak zwana „Tulipomania”. Wzrost cen cebulek tulipanów odbył się w kraju, który do dziś jest kojarzony z kwiatem, czyli w Holandii. W ciągu kilku miesięcy na przełomie 1636 i 1637 roku, ceny miały pomnożyć się 20-krotnie. Bardzo szybko doszło do sytuacji, w której jednego tulipana nie można było kupić za przeciętną roczną pensję, a w trakcie „Tulipomanii” taniej byłoby podobno nabyć luksusowy dom. Można się dzisiaj zastanawiać, jak do tego doszło, że ktokolwiek wolał mieć jeden kwiat, niż willę? Jak w przypadku wielu baniek, wartość produktu rosła wskutek zainteresowania nim arystokracji – tulipany były zwyczajnie towarem luksusowym, a zdobycie rzadkiej i egzotycznej odmiany można by porównać do posiadania w dzisiejszych czasach nowatorskiego dzieła sztuki czy innego typowego produktu dla bogatych. Tulipanami zaczęto handlować niczym dziś papierami wartościowymi, a skoro handel oferował możliwość zarobku, to oczywiście zaczęto zaciągać na tulipany kredyty i sprzedawać same prawa do dopiero obiecanych tulipanów. Gdy popyt się zatrzymał i cały powód handlowania przestał istnieć, ceny miały pikować o 99% w maju 1637 roku.

Tulipany były jednym z pierwszych obiektów naprawdę potężnej bańki spekulacyjnej. Źródło: Pixabay.com.
Tulipany były jednym z pierwszych obiektów naprawdę potężnej bańki spekulacyjnej. Źródło: Pixabay.com.

Przykładem, który należy do najbardziej znanych w ostatnich dekadach, są oczywiście bańka dot-comów czy też bańka nieruchomości w USA, ale też ta dotycząca Beanie Babies. Chociaż miała ona miejsce w latach 90. XX wieku, wydaje się wcale nie łatwiejsza do opisania z zewnątrz. Beanie Babies było nazwą serii pluszaków – wypchanych „fasolkami” i przez to bardziej „ruchomych”. Nie trzeba chyba dodawać, że w przeciwieństwie do mieszkań czy innowacyjnych firm internetowych, ceny Beanie Babies już nigdy nie podniosły się po tym, jak runęły. Firma Ty, producent zabawek, celowo wypuszczała nowe serie w ograniczonym nakładzie tak, by zbudować wrażenie ekskluzywności i zachęcić do kupowania oraz kolekcjonowania. Jako że pluszakami zaczęto handlować w drugim obiegu, szybko wiele osób zaczęło traktować je jako inwestycję. Niektórzy byli w stanie zarobić setki tysięcy dolarów, odsprzedając zabawki z zyskiem. Przez jakiś czas, po wycofaniu kolejnych serii, pluszaki z niej można było faktycznie drogo sprzedać np. przez internet. To wywołało wzrost postrzeganej wartości Beanie Babies jako inwestycji. Z czasem jednak ceny po prostu przestały rosnąć. W tym przypadku, powód był nieco podobny, jak z Tulipanami: pluszaki okazały się wcale nie być tak naprawdę takie rzadkie, a przez to tyle warto, co przez jakiś czas się wielu osobom wydawało. Obecnie w USA jest ich mnóstwo, a ceny rzadko przekraczają kilka dolarów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.